Raechel

Princess of Roswell (5)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

'Ok., normalnie tego nie robię. No wiecie, podciągać was w czymś w czym jesteście dostatecznie dobrzy. Ale zważając na to, że jesteście tacy zamotani w rankingach socjalnych, chyba mogę zrobić wyjątek.' Liz powiedziała idąc chodnikiem oddalając się od szkoły, a zbliżając do Crashdown. 'Tylko mnie źle nie zrozumcie, w pełni wierzę w to 'cokolwiek umiesz, ja potrafię zrobić lepiej', bo, no, to moje motto.' Powiedziała z pysznym uśmiechem na ustach.

'Po prostu nie sądzę, że trzeba pokazywać na co cię w pełni stać jeżeli nie jest to całkowicie niezbędne. A to... A to jest absolutnie niezbędne.' Liz kontynuowała. Spojrzała na Marię, potem na Alex'a, którzy byli w nią całkowicie wsłuchani. ' Nie macie chyba zamiaru robić notatek, co? Bo myślę, że to by było po prostu zbyt dziwne.'

Pokręcili głowami.

'I widzicie!' Liz powiedziała zanim oni mieli na to jakąkolwiek szansę.

'Bierzecie to wszystko zdecydowanie ZA poważnie. Wyluzujcie, nie pozwólcie
nikomu was dołować, zwłaszcza skoro robicie to dostatecznie często, żeby starczyło na was dwoje.'

'Ale, my im na to nie pozwalamy... Właściwie nie, kiedy tylko nasi oprawcy sobie pójdą zaczynamy źle o nich mówić.' Alex powiedział szczerząc zęby.

'Nie bójcie się powiedzieć im tego w twarz...'

'Ok., Liz. Ci goście mają jakieś 2 metry wzrostu. To 100 kilo żywej wagi zawodnika reprezentacji szkoły w football'u. Co ty byś zrobiła?' Alex powiedział zanim mogła dokończyć.

'Powiedziałabym, 'wypchaj się porąbie'. Możliwe, że tchórzą przed sprawieniem komuś jakiegokolwiek bólu, dlatego zadowalają się odrobiną psychicznej przemocy.' Powiedziała.

'Wypchaj się porąbie.' Maria powtórzyła, wydając się oczarowaną tymi trzema słowami. Potem zaśmiała się. 'Niezłe.'

'Ok., ale co jeśli są typami osiłków, którzy lubią zadawać ból?' Alex zapytał, próbując zignorować dziwny stan w jakim znalazła się Maria pod wpływem tekstu Liz.

'Wtedy zwiewasz...' Liz powiedziała. Alex odpowiedział przez szeroko otwarte oczy. 'Dude, spoko, jestem pewna, że umiesz szybko biegać, możesz pewnie unikać ciosów dostatecznie długo, żebym mogła tam dojść i skopać im tyłki.'

'Ale... Ale...' Alex zaczął. 'Nie masz zamiaru nauczyć nas jak się bronić?' Alex zapytał. 'To znaczy, ja naprawdę lubię swoją twarz... Cholera, lubię całe swoje opakowanie...Szczególnie...'

'Alex' Liz powiedziała. 'Nie zaczynajmy rozmowy o twoim rozmiarze, dobra? Czasami lepiej nic nie mówić... Ale zobaczę co mogę zrobić z tą samoobroną... Nie wiem za dużo, tylko na tyle, żeby ratować skórę dopóki kawaleria nie nadejdzie...'

'To wszystko czego potrzebuję.' Alex powiedział. 'Kawaleria?' Spytał potem.

'Mój brat, ale w związku z tym, że jest w NY, nic nam to nie da. Ale możemy improwizować.' Liz powiedziała klepiąc go po ramieniu. 'Masz jakichś innych przyjaciół? Dużych przyjaciół?'
Alex pokręcił głową. 'Starszych braci?'
Znów pokręcił głową. 'Młodszych braci, którzy są więksi od ciebie?'

Po raz kolejny Alex pokręcił głową. 'Bardzo dużych, nad opiekuńczych kuzynów?'

'Tylko kuzynki.' Alex odpowiedział.

'Czasmi to się przydaje...' Liz powiedziała, próbując myśleć. 'Ale poza tym, jesteś skończony.'

'Wypchaj się porąbie.' Maria powtórzyła chichocząc.

Alex gapił się na Liz. 'Widzisz co narobiłaś?' spytał ją.

'Oczywisty błąd.' Wymamrotała otwierając drzwi Crashdown.' Pierwsza lekcja... Postawienie w końcu stopy w Crashdown...'


Po praktycznie wepchnięciu Alex'a siłą przez drzwi, w końcu byli w Crashdown. I Liz dowiedziała się dlaczego Alex tak się bał. Od razu dwóch footballistów podeszło do nich. Doug Shellow i Kyle Valenti.

'Co ty tu robisz głąbie?' Kyle spytał.

Doug skrzyżował ramiona. 'Masz do wyboru: albo wyjdziesz i zabierzesz swoich koleżków ze sobą, albo możemy eskortować cię do wyjścia.' Skończył za Kyle'a.

Liz spojrzała w bok na Alex'a, który zastygł w bezruchu ze strachu, przyłożyła mu łokciem w żebra. 'Ja... ja... no...'

Maria patrzała, a gdy Alex nie brał się do roboty, ona się wzięła. 'Wypchaj się porąbie!' powiedziała i przepchnęła osiłków z drogi, zanim wzięła Alex'a za przegub i zaczęła ciągnąć przez restaurację.

Liz popatrzyła przez ramię na dwóch zszokowanych footballistów. 'Ona to ma parę...' Powiedziała do Alex'a, który tylko pokiwał głową.


Max dalej patrzył się na Liz, zauważył jak objęła za ramiona oboje Alex'a i Marię, widocznie dumna z nich... Eeee, tylko z Marii.

'Facet, ale ci przygadała.' Usłyszał jak Kyle mówi do Doug'a.

'Zamknij się Valenti.' Mruknął, siadając na swoim miejscu, i mamrocząc. 'Głupia dziwka.'

'Aw, jesteśmy źli, że w końcu ktoś ma dość odwagi żeby się tobie postawić?' Spytała Isabel. 'Wreszcie ktoś ma kręgosłup w tym mieście. Wszystko przez Liz Parker.'

'Zamknij się Isabel. Nikt cię nie pytał.' Doug powiedział, strzelając Isabel mordercze spojrzenie, które ona odwzajemniła.

'Zmuś mnie.' Wyzwała.

Doug wstał. 'Zmuszę.' Ale usiadł, gdy Max wstał, a jego postać zawisła nad nim. 'Może później...'

Isabel uśmiechnęła się kpiąco. 'Ah.' Westchnęła. 'Zawsze dobrze zabrać ze sobą starszego brata. Przydaje się.'

Max przewrócił oczami, wrócił na miejsce i obserwował jak Liz wchodziła przez drzwi od pokoju dla pracowników.


'Maria... Jestem pod wrażeniem.' Liz powiedziała. 'Szybko się uczysz...'

Maria uśmiechnęła się. 'Wiem.'


Doug po raz kolejny wstał ze swojego miejsca. 'Już ja jej pokażę...' powiedział mściwie.

'Doug!' Max zawołał, ale Doug nie reagował.


'Cholera! Gdzie jest ta durna bita śmietana?!' Liz powiedziała poirytowana.

'Dzień dobry paniom.' Doug powiedział opierając się o bar. 'Macie mi do powiedzenia coś jeszcze? Czy mogę dać sobie spokój i od razu zacząć bić?'

Liz spojrzała na Marię i przewróciła oczami, ale zauważyła że Maria była nieźle przestraszona... nie miała żadnego comeback'u.

'Lekcja nr 2.' Liz powiedziała kiedy koleś znienacka złapał Marię za nadgarstek. 'Jeśli nie możesz połączyć swojego kolana z żołędziami kolesia... Stosujesz inną metodę.'

Liz poszperała ręką pod blatem w końcu znajdując bitą śmietanę i potrząsnęła nią. 'To nie mus, ale nieźle się lepi.' Powiedziała rozprowadzając śmietanę po twarzy osiłka. 'A potem, zwiewasz...' Powiedziała, odpychając Marię od baru, w stronę pokoju dla personelu.

'Hej, ludzie. Wezmę tylko sodę...' Alex powiedział kierując się do drzwi.

Maria i Liz od razu złapały go za ramiona. 'Nuh uh... Nie chcesz tam iść...' Powiedziała Liz.


Max musiał wepchnąć sobie pięść w usta, gdy Duog w końcu wrócił do stolika, bita śmietana ściekała mu z twarzy. 'Teraz wie lepiej...' Powiedział siadając.

Isabel śmiała się otwarcie, trzymając się za boki. "Facet, to było istne złoto...' Powiedziała po miedzy chichotami. 'Dałabym kupę szmalu, żeby zobaczyć to jeszcze raz.'

Doug wyciągał serwetki z pudełka i zaczął wycierać sobie twarz, gdy Max dalej walczył ze sobą, żeby nie roześmiać się. Ale ostatecznie poddał się i zaczął śmiać się histerycznie. 'Facet, sorry.. Ale...' Nie dokończył zdania bo śmiał się tak mocno.

'Co jest takie śmieszne?' Tess spytała, gdy podeszła do grupy. 'I co się tobie stało?'

'Liz Parker, to mu się stało.' Isabel powiedziała i zaczęła się znowu śmiać. 'Prysneła mu prosto w twarz.'

Tess wydała z siebie zniecierpliwiony oddech. 'Nienawidzę tej dziwki.' Powiedział 'Cześć Maxie!'

Teraz Max'a kolej żeby być zniecierpliwionym. Opuścił głowę na ramiona przed sobą. Czy ona kiedykolwiek zostawi go w spokoju?


'Czy odważymy się wyjść i w końcu wziąć bitą śmietanę?' Maria spytała wyglądając przez okrągłe okienko.

'Uh, taa...' Alex powiedział. 'Jeśli chcesz zginąć.'

'Proszę.' Liz powiedziała. 'Są nieszkodliwi. Chodźmy.'

Liz pociągnęła Marię przez drzwi i w stronę kuchennego blatu, od razu zapełniając ręce Marii składnikami potrzebnym do idealnej wyżerki.

Tess uśmiechnęła się kpiąco, gdy zobaczyła Liz. 'Oh Lizzie, kochanie, to był zły ruch.' Powiedziała podchodząc do niej. 'Patrz i ucz się.' Powiedziała przez ramię do Doug'a.

'Uh... Liz.' Maria powiedziała wycofując się do drzwi. 'Mamy kłopoty.'

Liz spojrzała przez ramię i zobaczyła Tess. 'To się nie kwalifikuje jako kłopoty.' Powiedziała.

'Cześć Księżniczko.' Tess powiedziała idąc krok w krok z nimi. 'Ukradłaś jakichś chłopaków ostatnio?'

'Lekcja bonusowa.' Liz powiedziała, patrząc na Marię. 'Jakaś namolna dziwka wchodzi ci w paradę... Robisz to.'

Liz dalej patrzała na Marię gdy wyciągnęła lewą rękę, popchnęła Tess i patrzała jak ta potyka się o swój obcas i upada na podłogę. 'Nie spowoduje żadnych uszkodzeń, ale na 100% wkurza je jak cholera, co kończy się tym, że są jeszcze bardziej uciążliwe. A to daje ci więcej powodów, żeby skopać im tyłek później.' Liz powiedziała przechodząc przez drzwi do pomieszczenia dla personelu.

'Cholllllera...' Maria powiedziała patrząc na Tess gdy ta próbowała podnieść się z podłogi


'Tego mamy się nauczyć?' Isabel spytała, gdy Tess podeszła do nich.

Max miał twarz ukrytą w dłoniach bo parskał śmiechem, widziała jego szyję i boki twarzy czerwone od śmiania.

'Dziwka nie wie z kim ma do czynienia.' Tess mamrotała wychodząc z jadalni. 'Dostanie to, na co zasłużyła.'

TBC
`

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część